Wystawa „Poniemieckie / Odzyskane” w Pałacu w Sztynorcie

Wystawa „Poniemieckie / Odzyskane” w Pałacu w Sztynorcie

W dniu 18 sierpnia 2020 roku, w pałacu w mazurskim Sztynorcie, otworzyła się moja wystawa Poniemieckie/Odzyskane. Oto kilka impresji z wystawy, a także tekst opisujący jej zamysł.

„Krajobraz, podobnie jak architektura i układ urbanistyczny, podlega wpływom kulturowym. Sposób, w jaki oddziela się od siebie pola uprawne i pastwiska, dobór drzew, jakie rosną wokół pól czy jakie tworzą aleje, ścieżki prowadzące przez łąki i lasy, forma grodzenia działek – tutaj stykają się przyroda i działanie człowieka.

Przyroda trwa – niezależnie od tego, w granicach jakiego państwa się formalnie znajduje.

W dziejach ludzkości i państwowości nacjonalizm jako idea jest bardzo młodym zjawiskiem. Pojawił się w czasach uprzemysłowienia i spowodowanej nim zwiększonej mobilności człowieka. Wraz z popularyzacją maszyny parowej i rozbudową sieci kolejowej człowiek zaczął pokonywać coraz większe dystanse w coraz krótszym czasie. To wpłynęło na jego poczucie przynależności. Osoby podróżujące inaczej niż pieszo lub w zaprzęgu konnym zaczęły identyfikować się z większym obszarem geograficznym, niż tylko ze swoją małą ojczyzną (po niemiecku: Heimat).

Dzisiaj, w dobie globalizacji, równolegle dają się zaobserwować przeciwstawne kierunki – odradzające się nacjonalizmy, podróże dookoła świata jako sposób na samopoznanie czy też autopromocję w mediach społecznościowych, życie w duchu slow i flight shaming, w końcu – Europa regionów i wspieranie działań lokalnych, subsydiarnych, także transgranicznych.

Idea i polityka Unii Europejskiej umożliwiają identyfikację z regionem ponad podziałami na granice państw, co w pewnym sensie jest powrotem do przeszłości – do czasów sprzed powstania koncepcji narodu i jego przynależności do konkretnego państwa. Dzisiaj to znów Heimat staje się ostoją przynależności tożsamościowej.

W swoich pejzażach mazurskich pragnę zwrócić uwagę na to, co leży pod pierwszą powierzchnią poznawczą. Ja także sięgam do przeszłości pokazując swoje rodzinne strony pozornie poza kontekstem ludzkim – zdjęcia nie przedstawiają ludzi, lecz krajobrazy i motywy architektoniczne. Pominięcie aspektu ludzkiego jest jednak złudne, ponieważ zarówno architektura, jak i ukształtowanie krajobrazu są dziełami kultury, a więc zostały ukształtowane przez człowieka. Obszary wiejskie Warmii i Mazur w dużym stopniu nawiązują do ich pruskiej przeszłości, czy też wręcz – są jej obrazem. Fotografując Mazury w taki sposób podkreślam ponadczasowy charakter tego regionu. Motywy zdjęć są jakby wyjęte z kontekstu geopolitycznego i trudno przypisać je do konkretnego okresu historycznego, ponieważ przedstawione przez mnie pastwiska, lasy i jeziora, a nawet budynki mogły istnieć w tej postaci także 100 lat temu.

To nasza wspólna platforma kulturowa. Dzisiaj tereny te zamieszkane są przez obywatelki i obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, 100 lat temu mieszkali tu Prusacy i Prusaczki. To przedziwna sytuacja – sceneria i kulisy pozostały te same, lecz wymieniono aktorki i aktorów.

Członkostwo Polski w Unii Europejskiej umożliwia osobom urodzonym na tych terenach nie tylko swobodne poruszanie się po miejscach swojego dzieciństwa, lecz nawet powrót do nich i zamieszkanie tu. Na Warmii i Mazurach idea Europy regionów zyskuje zupełnie nowy wymiar, wszakże jest to region skądinąd polsko-niemiecki, lecz terytorialnie w ogóle niegraniczący z RFN.

Spacerując z aparatem przez łąki i lasy Warmii i Mazur dostrzegam, jak bardzo nasze zmysły nasiąkają wpływami kulturowymi wcześniejszych mieszkańców regionu. Nie zdając sobie sprawy z tego faktu, osoby wychowane tu po wojnie równolegle chłoną kulturę swoich rodzin, jak i ludzi, którzy setki lat temu zakładali te miasta, wsie i osady, a którzy formalnie reprezentują inny obszar kulturowy. Te wpływy przenikają się i tworzą nową jakość, która jest ściśle związana z regionem, a nie z narodowością czy też przynależnością państwową.

W swoich pracach wydobywam na powierzchnię coś, co wydaje nam się zwykłe, naturalne, niegodne uwagi, a co jednak wpływa na nasze poczucie domu/heimatu i co osoby wypędzone z terenów byłych Prus Wschodnich często wymieniają jako obiekt tęsknoty i nostalgii. To nasza wspólna płaszczyzna – w tych krajobrazach wychowywały się dzieci niemieckie 100 lat temu, a teraz bawią się tu i dorastają dzieci polskie. Ich zmysły dzielą te doświadczenia.

Mniejszość narodowa, która nadal żyje na trenach Warmii i Mazur, zasymilowała się i stała się niewidzialna. Podobnie sprawy mają się w Niemczech – w odwrotnej konfiguracji, gdzie za sprawą książki Emilii Smechowski mówi się o niewidzialnych imigrantach-prymusach – Polkach i Polakach, którzy tak dobrze zasymilowali się z kulturą niemiecką, że nie są postrzegani jako obcokrajowcy.

Ja także byłam taką niewidzialną imigrantką-prymuską. W 1990 roku wraz z rodzicami wyemigrowałam do RFN, gdzie ukończyłam szkołę i studia. Określenie poniemieckie w kontekście przyrody moich rodzinnych stron ma dla mnie także wymiar osobisty. Moje życie w rodzinnym Idzbarku po powrocie z emigracji jest właśnie poniemieckie, a do czystej polskości (czym ona by nie była) nie mam już dostępu. Moja osobowość, mój sposób patrzenia na świat, w tym także na przyrodę moich rodzinnych stron, moje poglądy, moja znajomość dwóch języków na poziomie języka ojczystego – to amalgamat doświadczeń polsko-niemieckich.

Co tutaj jest poniemieckie, a co odzyskane?
Odpowiedzi szukam za pomocą obiektywu.”

Praca „Here I stand” w akcji społecznościowej Judy Chicago „Create art for the earth”

Praca „Here I stand” w akcji społecznościowej Judy Chicago „Create art for the earth”

1 czerwca 2020 roku wzięłam udział w akcji społecznościowej na Instagramie, którą promowała artystka Judy Chicago wraz z galeriami Turner Carroll (Santa Fe, USA) i Serpentine (Wielka Brytania).

Akcja „Create art for the earth” miała na celu uświadamianie w zakresie współodpowiedzialności człowieka za zmiany – przede wszystkim klimatyczne – zachodzące na Ziemi. Zdecydowałam się zaprezentować swoją pracę Here I stand z serii The magic has arrived z 2017 roku. Produkcja pracy odbyła się w maju (przez fotolab Whitewall).

 

My photographs mainly depict landscapes in my home region in the north of Poland. They only seemingly avoid the human context because all landscapes are a part of human culture. Humankind exerts a tangible impact on nature and wildlife, unfortunately, more often than  not, by manipulating and destroying it, yet humankind unquestionably is a guest of this planet. The socio-political concepts of humankind are all attempts to control specific parts of our surroundings but will inevitably be outlived by the continuity of life on this planet.

My works have intentionally been stripped of any geopolitical context which is why it’s not easy to date them. This is my way of raising awareness of nature and wildlife that exist irrespectively of national territories and the language(s) there spoken.

My home village and the lands surrounding it used to be part of Germany before the Second World War. After they became a part of Poland, the people settling here would refer to it as the post-German lands. Bearing in mind the larger context, it is evident that all creatures on earth constitute vital links between the “pre-something” and the “post-something”. All beings on earth are carriers of life with the potential to convey it further like a torch.

For its own species, every being ─ whether horse or human ─ comes as one but stands as 10,000.
And we have no idea just how many there may be in times to come.

With this awareness, how could one possibly blow someone’s torch out?

Life matters.

 

Józef i Zofia

Józef i Zofia

Józef i Zofia

„Muzyka Józefa i Zofii ma właściwości tonizujące, stanowiąc remedium na hałas, chaos, nawałnice bodźców. Pomaga wyciszyć umysł i zachować chłodną pasywną głowę. Z namiętnością, można rozkochać się nawet w czterech dźwiękach gitar zapętlanych w nieskończoność. Skromna, urokliwa, melancholijna, leniwa, dryfująca, minimalistyczna i roztropna lecz przede wszystkim absolutnie pozbawiona jakichkolwiek pretensji.” – tak o muzyce Józefa i Zofii pisze Bartosz Nowicki na swoim blogu „raz uchem / raz okiem”, świetnie podsumowując twórczość duetu.

Józef i Zofia to ambientowy duet, który brzmi jak:
szumy z pudełka, podwodne gitary, strach przed lataniem, chłodna pasywna głowa, czarno biały kot, machanie głową, bardzo wolne, nic szczególnego.

Koncerty Józefa i Zofii to:
wydobywanie, wzmacnianie i wyciszanie tego co jest oraz dzielenie się tym pod postacią wrażeń i odczuć. Józef i Zofia na koncertach używają gitary i prostej elektroniki, tworząc spokojną przestrzeń do spotkania.

Józef i Zofia tworzą i występują razem od 2017 r. , zagrali kilkanaście koncertów m.in w: Kolonia Artystów – Gdańsk, FARBY – Poznań, Osobliwy Poniedziałek – Kraków, KIPISZ – Łódź, Morski Pokój – Kołobrzeg, Młodsza Siostra- Warszawa, Wkurvv – Wrocław, SEJF – Gorzów oraz wydali dwie płyty: „Chłodna pasywna głowa” oraz „Wracanie do siebie”, które są zapisem ich wspólnych improwizowanych spotkań. Obie płyty ukazały się nakładem wytwórni Ciche Nagrania, którą Józef i Zofia sami prowadzą.

Kontakt

NOWOŚĆ w CPP: fotografia na płycie Dibond®

NOWOŚĆ w CPP: fotografia na płycie Dibond®

W Crystal Palace Productions przywiązujemy ogromną wagę do jakości. Jakości naszych produktów, usług, współpracy z innymi firmami, fundacjami, artystami, generalnie jakości życia. Dlatego, gdy decydujecie się na zakup fotografii autorstwa Olgi Żmijewskiej, dostajecie wydruk na najwyższej jakości papierze fotograficznym, a także certyfikat autentyczności.
Dziś wprowadzamy do sprzedaży kolejną formę – fotografia wydrukowana na tzw. dibondzie. Forma ta nie wymaga dodatkowej oprawy, jest gotową do powieszenia ozdobą.

„Zdjęcie na aluminium (Dibond®) jest wykonane na najwyższej jakości, tradycyjnym papierze fotograficznym Kodak i zabezpieczone przed promieniowaniem UV odpowiednim laminatem. Tak obrobiona fotografia naklejona jest na bardzo trwałą i lekką płytę aluminiową Dibond. Z tyłu pracy umieszczone są specjalne listwy, które sprawiają, że zdjęcie znajduje się w odległości 20 mm od ściany, co daje odpowiedni efekt estetyczny.” Tak przygotowane fotografie znajdziecie w galeriach, muzeach, na wystawach wewnętrznych czy też w biurach, domach i mieszkaniach. To świetny, a także trwały sposób na wyeksponowanie wyjątkowych zdjęć. Tej formie bowiem nie przeszkadza klimat panujący w kuchni czy łazience, są odporne na podwyższoną temperaturę i wilgoć.


• Wykorzystana technologia: Lambda print.
• Papier: tradycyjny, doskonałej jakości papier fotograficzny Kodak.
• Wysokiej jakości laminat, chroniący prace przed UV.
• Fotografia połączona jest z niezwykle trwałą i stabilną płytą aluminiową Dibond.
• Specjalne mocowanie umożliwia uzyskanie efektu dystansu od ściany – element do zawieszenia zdjęcia wykonany jest z listwy aluminiowej, która sprawia, że praca znajduje się w odległości 20 mm od ściany. Tak wykonane prace nie wymagają już dodatkowej oprawy w ramy.

Wszystkie fotografie dostępne w sklepie możecie już teraz zamówić formie wydruku na dibondzie. Serdecznie zapraszamy!

Letnie inspiracje w jasnym wnętrzu

Letnie inspiracje w jasnym wnętrzu

Czasami nie potrzeba wiele, by odmienić wnętrze. Dodać mu charakteru, wyrazić zainteresowania jego właścicieli, zbudować klimat. Idzbarskie kadry ozdobiły kolejny dom – tym razem jest to wnętrze Kozy Domowej. Oprawione pocztówki z serii Cranes in the sky świetnie wpisały się w jasne, pełne naturalnych akcentów wnętrze w stylu boho-scandi.